środa, 18 Lipiec 2018
Home / BROJCE / Rodzinny biznes z łososiem w tle. Polacy górą!

Rodzinny biznes z łososiem w tle. Polacy górą!

Jak radzi sobie pionierski na skalę Polski, a także jeden z dwóch na świecie projektów ekologicznej hodowli łososia atlantyckiego? Dlaczego ryba nie lubi stresu i jak trudno otrzymać prestiżowy certyfikat ASC – w rozmowie z Tomaszem Karapudą, wiceprezesem zarządu Jurassic Salmon sp.z.o.o, która w Dreżewie od trzech lat prowadzi zakład produkcji łososia.

Puls Miasta: Mijają trzy lata od chwili uruchomienia zakładu. To pionierskie przedsięwzięcie  budzi niegasnące zainteresowanie w regionie, ale i w Polsce. Podsumujmy krótko ten okres.

Tomasz Karapuda: Warto ten czas działania firmy podzielić na dwa okresy. Jeden to moment otwarcie zakładu Jurassic Salmon w Dreżewie, a drugi to pierwszy ubój ryby, który odbył się rok i osiem miesięcy temu.  W tej chwili z zakładu wyjechała pełna, trzeci partia łososia atlantyckiego, a za 2–3 tygodnie zaczynamy kolejny ubój. Jedna partia średni to około 12–15 ton ryby.

P.M.: Co Państwa zaskoczyło przez te 2 lata, czy pojawiły się takie elementy produkcji, które były nieprzewidziane

T.K.: Zawsze przy tego rodzaju – pionierskich projektach – zdarzają się zwroty akcji, zaskoczenie. Jak to mawiają najlepszy dom to trzeci z kolei. W tym specyficznym projekcie jest o tyle trudniej, że całe przedsięwzięcie jest bardzo nowatorskie i zaawansowane technologicznie, a to niesie wiele zaskoczeń. Współpracujemy od samego początku z zakładem w Danii, który ma bardzo podobną technologię do naszej i to z nimi wymieniamy się doświadczeniami. Co miesiąc, dwa spotykamy się i co ciekawe – ich ciągle coś zaskakuje mimo, że ich firma działa już od 6 lat na rynku. Nie chcę tu mówić o szczegółach, ale z perspektywy tych trzech lat największym wyzwaniem jest poznanie pełnej biologii ryby, która żyje w basenie zamkniętym, więc siłą rzeczy inaczej się zachowuje. Bo co oczywiste – jej jedynym środowiskiem naturalnym które zna – jest nasz basen. Czy mniejszy czy większy, czy woda słodka czy słona – to nie ma znaczenia. Ta ryba nie zna innego środowiska. Dlatego trzeba ciągle i intensywnie obserwować jak się zachowuje.

P.M.: Co przysparza najwięcej trudności?

Największym problemem, jeśli chodzi o kwestie hodowlane jest pozbycie się z jednej strony stresu u łososi, a z drugiej trzymanie tempa wzrostu, który zakładamy w prognozach. Ale, żeby było ono zachowane, musi zostać spełnione mnóstwo składowych, które nań wpływają. Czy to kwestia natlenienia wody, czy zawartości dwutlenku węgla, dystrybucji paszy – tego jest mnóstwo. Trzeba obserwować rybę jak ona się zachowuje każdego dnia. Jak przebiega hodowla? Wyhodowanie pełnowartościowej ryby składa się z pięciu etapów. Pierwszy – inkubacja ikry, która obydwa się w dwóch wylęgarniach, w drugim etapie przechodzimy do karmienia, w którym ryba uczy się jeść ale co ciekawe również pływać. W etapie trzecim, kiedy łosoś jest już większy i ma kilkadziesiąt gram, uczymy rybę szybko pływać, tak by wywołać spalanie tkanki tłuszczowej i budowanie masy mięśniowej – ten etap, to nic innego jak wzmacnianie organizmu. Tu kończymy etap wody słodkiej. Następna faza to tzw. smoltyzacja, czyli wysrebrzania się łososia, który w pierwszym okresie ma kolor zielonkawy. To właśnie dostęp słonej wody sprawia, że ryba nabiera srebrnej barwy. Po smoltyzacji następuje przerzucenie ryby do wody termalnej, słonej. Następnie przez 12 miesięcy ryba będzie na hali tzw. tuczu. Tutaj trzeba jej zapewnić najbardziej dobre warunki i zminimalizować stres.

P.M.: Kiedy ryba najmniej się stresuje?

T.K.: Nasze obserwacje wskazują, że ryba znacznie lepiej żeruje od 23.00 do 5 rano. Dlatego, że w ciągu dnia zawsze ktoś chodzi, przyjdzie pracownik, weźmie paszę, wrzuci do zbiornika, a popatrzy, a poogląda – to czynniki, które mogą wywoływać stres. Oczywiście najważniejsze są kwestie wody, która nie może być zanieczyszczona. Stąd m.in. ostatnia nasza inwestycja w postaci zakupu ozonatora. Dzięki niej poprawiły nam się parametry związane z mętnością wody. Generalnie nie można rybie przeszkadzać.

P.M.: Skoro jesteśmy przy karmieniu – hodowla jest promowana jako w pełni ekologiczna. Wiele osób pyta, w jaki sposób weryfikowana jest jakość karmy, którą używacie, czy zakład ma jakiś certyfikat. Czytałem dziś taką publikację, że w Polsce znacznie wzrasta popyt na żywności ekologiczną, nieszczęściem jest jednak to, że nie wszystkie produkty promowane jako eko, faktycznie takie są.

Używamy paszy przygotowywanej specjalnej dla nas przez największą firmę z Francji, specjalizującą się w takiej produkcji. W odróżnieniu od farm norweskich, na których używa się pasz na bazie białka zwierzęcego robionej choćby z drobiu, nasza pasza oparta jest na bazie białka z organizmów morskich. Generalnie produkcja paszy na świecie jest przeogromna, rok w rok konsumuje się ponad milion ton łososia, w 2050 roku ma to być 5 mln ton. Tę rybę trzeba wyprodukować, trzeba ją czymś wykarmić. Oczywiście można używać paszy z białkiem zwierząt lądowych i to robi ogół. Ale można też stosować paszę, która jest poddana ścisłemu audytowi, który nie jest łatwo dostać. W przypadku certyfikatu, który posiada Jurassic Salmon zakład wizytował audytor ze Szkocji. Audytor w pierwszej kolejności zapytał o paszę i jej skład. Kiedy w składzie doczytał, że pasza ma  dodatek zwierząt morskich od razu padło pytanie „ale jakich” i zażądał kontaktu z firmą. Dzwoniliśmy do Francji, gdzie w fabryce potwierdzono, że używają szprota. To, co mnie zaskoczyło to fakt, że dojrzał także w spisie soję. Kolejne pytanie skąd? Z Brazylii. Proszę sobie wyobrazić, że łączyliśmy się zdalnie z plantacją, która przedstawiła certyfikat, że w jej produkcji nie ma soi modyfikowanej. Jak widać zdobycie prestiżowego certyfikatu ACS, który mamy – nie jest proste.

P.M.: W rozmowach z potencjalnymi klientami daje to pewną przewagę?

T.K.: To z jednej strony bardzo prestiżowy certyfikat, ale także bardzo rozpoznawalny. I tak na przykład ryby z Jurassica można zjeść z IKEI. Firma, w której gastronomia kojarzy się trochę z fast foodem, bardzo rygorystycznie patrzy na jakość produktów i miejsce ich pochodzenia. Im bardzo zależało, żeby kupić właśnie łososia z certyfikatem ASC.

P.M.: Gdzie dostępny jest Wasz produkt? Kiedy rozmawialiśmy przed dwoma laty, była mowa o zagranicznych rynkach. Co z rynkiem lokalnym? Jak wyglądają te proporcje? Ludzie pytają o możliwość kupna łososia z Dreżewa.

T.K.: Ze smutkiem muszę powiedzieć, że tu w regionie ciężko jest z kupnem naszej ryby. Na przykład w Szczecinie, klienci poza restauracjami nie kupią w bezpośredniej sprzedaży naszej ryby, nad czym ubolewam! Mimo, że miałem kilka spotkań z hurtownikami, nie udało się wprowadzić jej na rynek, tak jakbyśmy chcieli. Tymczasem ustawiają się do nas kupcy z Gdańska, Warszawy. Jesteśmy otwarci na wszelkie rozmowy. Problem zaczyna się w chwili, gdy rozmawiamy co cenie. I dla jasności powiem, nasz łosoś jest raptem droższy o kilka złotych, to nie jest jakaś zaporowa cena, ale hurtownikowi nie odpowiada oferta, bo odpowiada, że tych kilka złotych „zostaje u mnie w kieszeni”. W związku z tym będziemy profilować – w Szczecinie – na sieci sklepów ekologicznych, które doceniają nasz produkt. Dla hurtownika łosoś jest łososiem i nie ma znacznie jak został wyprodukowany. Słyszę, że nasz łosoś jest bledszy od tego z Norwegii, a to jest akurat atut! Bo nasz barwiony jest naturalnie a tamten sztucznie. Dla hurtownika to nie ma żadnego znaczenia.

P.M.: Hodowlę Jurassic Salmon wizytował ostatnio minister Marek Gróbarczyk

Tak był u nas parokrotnie, mam wrażenie, że jadąc do nas pierwszy raz trochę nie dowierzał, że taki zakład powstał na wybrzeżu, w Polsce. Był pod ogromnym wrażeniem, zostaliśmy dwukrotnie zaproszeni do Warszawy, m.in. na spotkaniu, w którym brała udział pani premier. Przed paroma dniami mieliśmy okazję ponownie gościć ministra Gróbarczyka, który widzi ogromny potencjał naszej hodowli, zwłaszcza, że jest to polski produkt, którym możemy się chwalić na całym świecie.

Puls Miasta, Gryfickie.info

Sprawdź także

Piknik Rodzinny ze Stowarzyszeniem Zdrowego Stylu Życia

W minioną niedzielę w ogrodach Pałacu nad Młynówką odbył się Piknik Rodzinny zorganizowany przez Trzebiatowskiego …

2 komentarze

  1. A łososia w Redze coraz mniej , pewnie przeniósł się do tego basenu gdzie nie brakuje karmy .

  2. Janusz-Tadeusz Gdańsk

    Próbowałem konsumowalem nie zapomniany smak niebo w gebie szukam okazji kiedy następnym razem się

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Ta strona wykorzystuje cookies, aby zaoferować najlepsze doświadczenia w Internecie. Poprzez kontynuowanie używania naszej strony internetowej, zgadzają się Państwo na korzystanie z plików cookie.