poniedziałek, 19 Listopad 2018
Home / POWIAT / Trzy pokolenia pod zielonym sztandarem

Trzy pokolenia pod zielonym sztandarem

Większość urodziła się już na zachodzie. W nowej ojczyźnie, jak się mówiło odzyskanej. Ojcowie szli szlakiem bojowym lub wracali z niemieckiej niewoli. Wieźli ze sobą rodzinne pamiątki, obrazy ojcowizny i to, co kształtowało kolejne pokolenia – tradycję ruchu ludowego. – W ruchu byli mój dziadek, babcia, ich bracia, potem mój tato. Jestem i ja. Nie wiem jak potoczą się losy moich córek, ale widzę jak rośnie u przyjaciół młode pokolenie, które chce kontynuować tradycję ojców – mówi Paweł Kijewski, dziś przewodniczący gminnego koła PSL.

Pamiętamy o tych, których nie ma

Wtorek – 21maja. Słońce nisko nad horyzontem. Dzieciaki w białych albach biegną na nabożeństwo Białego Tygodnia. Wokół pamiątkowej tablicy Zbigniew, Stanisław, Paweł, Michał ich sąsiedzi, znajomi, przyjaciele, koledzy z ruchu. Ostatnie poprawki i próba przed piątkową uroczystością odsłonięcia płyty, na której równiutko wytłuszczone trzydzieści pięć nazwisk. Pamięci Ludowców Osiedlonych na Ziemi Trzebiatowskiej – to nagłówek. A pod spodem „Polska winna trwać wiecznie” – Wincenty Witos Cześć Ich Pamięci. Cztery dni później, 25 maja jedno z większych sołectw w gminie Trzebiatów odwiedzają czołowi działacze PSL. Jest i prezes Władysław Kosiniak – Kamysz i marszałek Jarosław Rzepa, który stoi na czele zachodniopomorskich struktur partii. Ważny moment dla całej społeczności. Ważny dla ludowców. Ich rodzin, potomków tych, którzy jako pierwsi osadnicy przyjeżdżali do „nowej ojczyzny” wioząc zielone tradycje. Bo w jedynym powojennym ugrupowaniu politycznym, słowo tradycja ma konkretne znaczenie.

– W ruchu ludowym działał mój tato, i jego ojciec, i mama i bracia, siostry. Kiedy więc poprosiłem w 82 roku ojca, który był wówczas prezesem gminnych struktur i przygotowywał pierwszy zjazd w miejscowym domu kultury, że też chcę być członkiem Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego, ojciec nie krył wzruszenia. I pewnie dumy. To tato inspirował wielu kolegów, których nazwiska są na tej tablicy, by chcieli dołączyć do ruchu – wspomina Paweł Kijewski, dziś również prezes gminnego koła PSL. – Tato dostał przydział do Trzebiatowa jako weterynarz. Miał być tu tylko przez 2 lata. Został na zawsze. To, że był przez lata działaczem ZSL nie ułatwiło mu życia, nigdy nie zdobył żadnego awansu z tego tytuły. Zawsze był szeregowym pracownikiem lecznicy, skromnym, lubianym przez ludzi. Tak mocno był całym sercem związany z ruchem. Pewnego dnia, już w poważnej chorobie, gdy leżał z sondą, już nie chodził, odwiedził nas Jarek Rzepa. Tato nieoczekiwanie poderwał się z łóżka, stanął przed nim i mówi „prezesie jak trochę jeszcze odpocznę a potem będziemy działać!, potem już nigdy więcej się nie wstał – wspomina Paweł.

Trzebusz kolebką

Leon Omelańczuk – to on był inicjatorem formowania ruchu ludowego na ziemi trzebiatowskiej. Pierwszym prezesem, fundatorem sztandaru. Przybyli na zachodnie ziemie osadnicy, ci z zielonymi legitymacjami i wolnościowymi ideałami w głowie, mieli nadzieję, na  mocną obecność ZSL w nowej rzeczywistości. Wybory do Sejmu Ustawodawczego w maju 1947 rozwiały złudzenia. Aresztowania 80 tysięcy działaczy ruchu, wywózki, mordy, ucieczka premiera Stanisława Mikołajczyka. PSL zdziesiątkowano i z liczącej kilkaset tysięcy członów organizacji zostało zaledwie 30 tysięcy. Pod koniec 1949 roku powołano do życia ZSL.  – To były ciężkie lata, początek 50 – tych, czas kolektywizacji, budowania znienawidzonych spółdzielni nazywanych po wschodniemu kołchozami. Zmuszanie rolników do oddawania plonów, słynne naloty ubeckich trójek, które zabierały zboże, nie zostawiając nic lub niszczących resztki ocalone na wypiek lub obsianie pól. Pamiętam scenę, która zostanie do końca moich dni pod powiekami. Wizytę owej trójki. Mam 10 lat, zabierają worki z ziarnem na furmankę, jadę przez wieś, mama w rozpaczy czepia się wozu, krzyczy, walczy, przecież musi nakarmić dzieci. I człowieka, który podnosi się na tej furmance i baciskiem uderza w nią. Ślad na policzku nosiła do końca życia – wspomina Zbigniew Myśliwski z Trzebusza, który urodził się w 1946, już na ziemiach zachodnich. Rodzice przez trzy miesiące jechali transportem. Bieda i głód, wszy i ciasnota. Na Boże Narodzenie zatrzymano wszystkie składy. – Staliśmy tak pośród wigilijnej nocy w rejonie miejscowości Psie Pole, jakieś 30 – 40 rodzin. Ruscy pilnowali składu, Polacy robili wszystko, by przeżyć. Mama była ze mną w ciąży. W Trzebuszu znaleźliśmy się około 7 – 8 stycznia – wspomina Zbigniew.

Spotykamy się w rodzinnym, wielopokoleniowym domu. Pachnie ciastem, które co piątek piecze Elżbieta, żona Zbigniewa. W tym domu, podobnie jak w wielu innych zielona legitymacja ruchu przechodzi z pokolenia na pokolenie. – Mój tato był ludowcem, jestem ja, żona, teraz najmłodszy syn Michał, który jest radnym gminy Trzebiatów. Ta tradycja miała szansę przetrwać właśnie dzięki rodzinom – uważa Stanisław Kozubowski z Chomętowa, w ruchu od kilkudziesięciu lat. W tym roku, podobnie jak Zbigniew Myśliwski został uhonorowany najwyższym odznaczeniem ruchu – Medalem im. Wincenta Witosa. – Mój tato był żołnierzem 39 roku, 17 września jak wielu został aresztowany i wysłany na roboty do Niemiec. Tam poznał mamę, z którą przyjechali właśnie w okolice Trzebiatowa. Gdy na przełomie lat 60 i 70 komunistyczny but trochę zelżał, a Gomułka przymykał oko i pozwolił na wzmocnienie struktur ruchu ludowego, czuliśmy, że to jest nasze miejsce. Przez te wszystkie lata ruch był dla nas taką namiastką wolności, dawał ludziom nadzieję. Oczywiście były naciski, by wstępować w szeregi ZMS lub później PZPR. Kuszono nas na różne sposoby – dodaje Stanisław.

Być wiernym

Pierwsze dni stanu wojennego. Grudzień 1981. Mały, parafialny kościółek w Trzebuszu przy głównej drodze z Trzebiatowa do Mrzeżyna. Światła widać z drogi. Dochodzi 22.00. Wchodzą w czwórkę, tylnymi drzwiami od dzwonnicy. Palą się świece. Ksiądz Henryk Jędruszewski odmawia modlitwę. – Przysięgamy służyć wiernie do końca moich dni” – mówią trzymając pierwszy sztandar ruchu, ufundowany w latach 50 – tych. Na nim Bóg Honor Ojczyzna. Jest nadzieja ale i strach. – Przynieśliśmy ten sztandar pod osłoną nocy do kościoła. Nikt inny tego nie zrobił. Był z nami Marian Kijewski, Piotr Okuniewicz i Janek Walaszczyk – mówi łamiącym się głosem Zbigniew Myśliwski. Zapada cisza przy starym, pokoleniowym stole. Tylko 1,5 roczny Miłosz beztrosko wciska się na kolana ojca. Michał, syn Zbigniewa słyszy pierwszy raz szczegóły tej historii. – To był odważny gest – mówi Paweł Kijewski, który słyszał tę historię od taty. – Stanęliśmy przed ołtarzem, Marian wziął odemnie sztandar, ksiądz Jędrychowski poświęcił go, pobłogosławił. „Służyć wiernie” to słowa, które zawsze będą w mojej głowie – opowiada Zbigniew, dodając, że pierwszy sztandar ruchu ludowego na Ziemi Trzebiatowskiej nigdy nie trafił do muzeum, choć parę lat temu upominano się o wszystkie pamiątki. – Ojciec przekazał mi go, zabronił oddawać. Więc jest i nigdy nie trafi do muzeum. Na historycznym drzewcu jest dziś drugi nasz sztandar, który wykorzystujemy podczas oficjalnych uroczystości – dodaje Paweł Kijewski.

Sprawdź także

– Mamy to! Gryfice pobiły rekord w grupowym czytaniu legendy miejskiej – cieszą się bibliotekarze. Jest oficjalne potwierdzenie

Gryfice pobiły rekord w grupowym czytaniu legendy. Jest już oficjalne potwierdzenie!   – Po półrocznym …

Jeden komentarz

  1. I na koniec tej epopei mamy partie która jest koniunkturalnym pasozytem, który sprzedał polska ziemię niemcom a sam opertywnie moczy ryj w korycie od kilku już dekad. ELEWAR. Obecnie PSL to partia obciachu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Ta strona wykorzystuje cookies, aby zaoferować najlepsze doświadczenia w Internecie. Poprzez kontynuowanie używania naszej strony internetowej, zgadzają się Państwo na korzystanie z plików cookie.