sobota, 23 Czerwiec 2018
Home / BROJCE / Nie chcę spać! – Walczę o każdy krok dla mojej córeczki Natalki – mówi Magda

Nie chcę spać! – Walczę o każdy krok dla mojej córeczki Natalki – mówi Magda

Jaki dziś dzień? Wiesz, gdzie jesteś? Ile miałam lat jak urodził się Mateusz, twój brat – Natalka odpytuje mamę jak przed ważnym egzaminem, a Magda z mozołem przypomina sobie świat, który zostawiła na trzy miesiące. Madzia nie śpi od października, choć jej powrót do codzienności jest jak zrzucanie gęstych zasłon. Po ciężkim wypadku każdy dzień oswaja na nowo.

Mamo a pamiętasz?

Wydzieranie pamięci kawałków świata, który tak dobrze się znało jest dla Magdy wyzwaniem. Mózg podaje chętnie informacje z dawnych lat. Gdzie mieszkał sąsiad, kto z kim się ożenił, ile jest pięć razy pięć, jaki jest układ domów w Żukowie. Wciąż jednak działa jak stara maszyna z płytami. Nie po każdej wrzuconej monecie gra melodia, którą byśmy chcieli. – Mamo a pamiętasz, ile Matusz miał lat jak się urodziłam? Nie. 23? – zastanawia się Magda. – Ty masz teraz ile? Ja mam mamo 10 lat – odpowiada Natalka, stojąc oparta o łóżko. Tuż obok na szpitalnym wózku siedzi Magda wpatrując się błękitnymi oczami w córkę, tak jakby widziała ją po raz pierwszy. Pamięta Natalkę. Pamięta jak się rodziła. Jak bolało, jak było trudno. Pamięta jak jeździły na rolkach i rowerze, jak pachnie skoszona na wiosnę trawa przed domem, i sklep w Trzebiatowie, gdzie pracowała. – Ale nie pamiętasz mojej komunii, a to było w maju, na dwa miesiące przed naszym wypadkiem. Miałaś taką jasną sukienkę w kropki i pokręcone włosy. A jaki dziś mamy miesiąc, wiesz, gdzie jesteśmy? – W Białogardzie – pyta niepewnie Magda, prostując rękę tak by posłusznie chciała ułożyć się za oparciem wózka. Wie, że musi ją ćwiczyć, wymuszać na ciele by ustąpiło, by chciało się otworzyć. Jeszcze przed miesiącem dłoń Magdy w mocnym przykurczu wrastała jakby w piersi. Zwinięte w piąstkę jak u dziecka palce, które nie chce oddać zabawki teraz potrafią się rozchylić. – Jest lepiej, już mogę prostować powoli rękę. Jeszcze nie do końca, bardzo boli. Ale muszę stanąć na nogi dla Natalki, być samodzielna, wrócić do domu. Bardzo tego chcę. Tęsknię do tego, co tam w Żukowie, do życia, do codziennego parzenia kawy, rozmów z Natalką o szkole. Dla niej to robię – mówi Magda, wyrzucając słowa, tak jakby były żołnierską komendą, mocno i zdecydowanie.

Nie pamięta wypadku

– To ile spałam? – zastanawia się głośno, a Grażyna tłumaczy cierpliwie. – Trzy miesiące. A śniło ci się coś? Słyszałaś nas? Posłodzić ci kawę? – pyta mama Magdy. Teraz jest mamą i dla wnuczki. Ogarnia cały świat, spina rodzinę, poucza córkę, że musi ćwiczyć, bo inaczej nie będzie chodzić. – Kiedy ja ćwiczę, ale czasem tak bardzo mnie boli, że nie daję rady – odpowiada. – Musisz, lekarz mówi, że musisz. Rehabilitantki mówią, teraz od poniedziałku mam wolne, będę u ciebie codziennie. Przypilnuję – żartuje Grażyna. Dziś jest po 50. Trzyma rodzinę w ryzach, w domu mieszkają jeszcze synowie. Jeden wyjechał do Anglii. W Sylwestra urodziła się kolejna wnusia. – Jedz rogaliki, wczoraj piekłam cały dzień, bo wiem, że lubisz, potem przebiorę cię, a w sobotę umyjemy głowę – planuje najbliższe dni córki. Grażyna wie, że nie może się rozkleić, że musi być twarda, choć jak wróciła z lekarskiego gabinetu, rękawem przecierała oczy.

– Szykujemy Magdzie w domu łazienkę na parterze, bo na piętro nie dałaby rady wejść. Sporo pracy jest, dużo się dzieje. Jak trzeba wsiadam w samochód i jadę od niej. Nieraz sama, drogę mam już przetrenowaną. Do tej wojewódzkiej, potem na Koszalin i wreszcie skręt na Białogard. Teraz jest lepiej, bliżej. Gdy Magda leżała w klinice w Toruniu, i dwa tygodnie w Szczecinku to były całe wyprawy. Tu mam dobry dojazd, mogę być jak trzeba codziennie – odpowiada robiąc porządki w szpitalnej szafce. – Babcia to jeździ jak rajdowiec – żartuje Natalka. – Na początku bałam się wsiąść do samochodu – wspomina. Po wypadku trafiła do szpitala w Koszalinie. Po paru dniach była już w dobrej formie, choć krwiak na głowie trzeba było ścigać strzykawką. – To było straszne, wygolili mi kawałek głowy, włosy jeszcze nie odrosły. Pamiętam wszystko. Jak jechałyśmy w stronę Trzebiatowa, i potem ten konar. Mama zdążyła krzyknąć Natalka, potem już tylko szpital – mówi dziewczynka, pchając wózek po szpitalnym korytarzu. – O Madzia? Córa do ciebie przyjechała. No to ja tu zaraz naskarżę, jak ty marudzisz przy ćwiczeniach – żartuje rehabilitantka, która pracuje z Magdą. – Przecież się staram, ale czasem ból jest straszny – broni się dziewczyna. – Musi boleć, teraz boli. Ale tydzień dwa już nie będzie. Dasz radę, masz dla kogo – dodaje kobieta i ginie za drzwiami korytarza.

Tęsknię do domu

– Na początku zadawałam sobie ciągle pytanie: dlaczego mnie to spotyka? Co złego zrobiłam w życiu? Przecież byłam dobra dla bliskich, sąsiadów, pomagałam. Teraz wiem, że to nie ma sensu. Już nie myślę o tym – słowa Magdy giną w ścianach sali. Obok dwie pacjentki po wylewach. Jedna oparta na poduszkach, powoli drobiąc każdą sylabę mówi przyjaźnie. – Ona taka młoda, taka ładna. Ja jej mówię, że będzie dobrze, żeby ćwiczyła, że wróci do córki. Magda chce już do domu. – Czasem łapie mnie dół i bardzo tęsknię – dodaje. Mija ósmy miesiąc od chwili, gdy jadąc na zakupy do Trzebiatowa wpadły na powalony konar tarasujący drogę. Nie pamięta żadnego z miejsc, w których leżała. Ani lotu samolotem do Szczecina, gdzie umęczona dusza próbowała uciec z poturbowanego ciała. – Reanimowali ją, odchodziła dwa razy. Po pierwszej dobie, czułam, że musi być dobrze. Była przez parę dni w śpiączce farmakologicznej, ale potem lekarze zaczęli ją wybudzać a ona nie reagowała. Te trzy miesiące to wieki. 90 dni czekania i wiary, że wróci. Bo ona ruszała powiekami, jakby nas słyszała, czasem na twarzy pojawiał się jakiś grymas, cień uśmiechu – mówi mama Magdy, którą przez ten czas wspierało wielu ludzi dobrej woli. To oni między innymi zorganizowali aukcje w Internecie oraz zbiórkę do puszek.

Na koncie Magdy dzięki ubiegłorocznym akcjom uzbierało się 26 tysięcy. Niestety pieniądze szybko topnieją, bo pobyt w klinice w Toruniu, a także w ośrodku w Szczecinku był odpłatny. Potrzeb jest wiele, a rodzina sama nie udźwignęłaby kosztów. – Zawsze wstydziłam się ludzi prosić o pomoc, wydawało mi się, że ze wszystkim można sobie poradzić. Gdy po wypadku Magdy okazało się, że jest tak wielu wspaniałych ludzi, którzy niosą pomoc byłam bardzo wzruszona jestem do dziś. Żadne słowa nie oddadzą, ile dla nas znaczy każdy gest, każdy grosz, który pozwala nam ją wyrywać z rąk snu. Nie zdawałam sobie sprawy czym jest śpiączka. Tym bardziej jak wygląda przebudzenie. To nie jest tak, że człowiek wstaje z łóżka jak po dobrze przespanej nocy. To długi proces, przypominania, rehabilitacji, trenowania. To cud, że Magda żyje i że wraca do nas – mówi Grażyna.

Pomóżmy Madzie wrócić do normalnego życia Jeśli ktoś z naszych Czytelników chciałby pomóc Madzi może przekazać 1% podatku na rzecz Fundacji Światło KRS 0000183283 lub też wpłacić datek na konto: Fundacja Światło 34 1240 4009 1111 0000 4490 9943 Koniecznie z dopiskiem – Magda Lichtańska.

Puls Miasta/Gryfickie.info

Sprawdź także

Kolejna Baszta Kaszana pojawiła się w Trzebiatowie

Jest to już kolejna ozdoba, która pojawiła się na rondzie w Trzebiatowie. Obok słonia pojawiła …

3 komentarze

  1. Trzymaj się Madzia!!! Pozdrawiam i wracaj do domu.

  2. Trzymaj sie madzia wracaj do zdrowka

  3. Jesteś silna Madziu. Wierzymy w Ciebie!!! Zdrówka życzę!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Ta strona wykorzystuje cookies, aby zaoferować najlepsze doświadczenia w Internecie. Poprzez kontynuowanie używania naszej strony internetowej, zgadzają się Państwo na korzystanie z plików cookie.