poniedziałek, 23 Październik 2017
Home / POWIAT / Historia jednego zdjęcia

Historia jednego zdjęcia

Czarno-biały kadr zapamiętany tak dobrze z dzieciństwa. Jasnowłosy mężczyzna,  uśmiechający się przyjaźnie, sąsiedzi z dziećmi. Wszyscy ustawieni na tle zadbanego domu. Bohaterem zdjęcia jest nieżyjący Fritz Ollenburg i zabytkowy traktor włoskiej firmy Deutz. Ponad trzydzieści lat po śmierci ojca – synowie Hermann, Hans i Gerhard przyjeżdżają do Trzebiatowa, by, na tle dawnego domu powielić historyczny kadr. Przywożą ze sobą zabytkową maszynę, bez której nie mogłoby być tej fotografii.

Historia pewnego kadru

Może być rok czterdziesty drugi,  a może później? Pełnia lata. Dzieciaki sąsiadów w kusych spodenkach i krótkich sukienkach z kawałków płótna. W tle nowy, murowany i otynkowany dom. Drewniane drzwi pociągnięte farbą, żarówka nad wejściem. W oknach donice z kwiatami. Uwagę oglądającego starą, lekko zblakłą fotografię zwraca nowoczesna jak na lata 40 – te ubiegłego wieku – maszyna. Traktor firmy Deutz, założonej w 1927 roku przez włoskiego inżyniera. Szczyt myśli technicznej. Lekka maszyna, z dobrym silnikiem, poradzi sobie z wjazdem w na pole czy do sadu. Ollenburgowie gospodarzą na ponad 27 hektarach. Sieje się wszystko. Opasłe worki pszenicy, żyta i jęczmienia Fritz sprzeda na targu pod ratuszem. Ciągnik wzbudza podziw u sąsiadów, bo nie wszystkich gospodarzy w Trzebiatowie stać na taki zakup. Do rodziny trafia w 1939 roku. Fritz kupuje go wspólnie z ojcem. Na zdjęciu, które jak największy skarb udało się ocalić w czasie akcji przesiedleńczej – stoi jednak sam. Uśmiechnięty, jasnowłosy, opalony mężczyzna macha czapką do fotografa. Za rok zostanie powołany do wojska. Tuż obok francuski, robotnik przymusowy, kobiety z dziećmi z sąsiedztwa. Historyczny kawałek papieru przechowują do dziś. Synowie Fritza, byłego mieszkańca Trzebiatowa – Hermann, Hans i Gerhard. – Traktor kupił nasz dziadek z tatą. W 1944 został powołany na rok do wojska. Potem został w Lubece, gdzie w 1946 roku dołączyli do niego rodzice. Wyjeżdżając z Trzebiatowa nie zabrali nic, prócz niedużego, płóciennego plecaka a w nim garść pamiątkowych zdjęć. Wśród nich to z traktorem w tle i śmiejącym się tatą – mówi Hermann Ollenburg, który dziś mieszka razem z braćmi w 70-tysięcznym Detmold w Niemczech.

Kupili taki sam

Fritz Ollenburg dożył osiemdziątki. Grudniowy chłopak, był prezentem dla rodziców, gdy przyszedł na świat w wigilię 1902 roku. Żonę poznał w 1945 w Niemczech. On po odejściu z wojska, przydzielony do pracy u gospodarza na wiosce pod Lubką, w rejonie której znajdowało się kilka obozów przejściowych dla uciekinierów i przesiedleńców z Niemiec Wschodnich. – Było ciężko, nagle ludność Lubeki w ciągu kilku miesięcy zaczęła przyrastać w takim tempie, że nie było, gdzie tych ludzi umieścić. Tata pracował więc u gospodarza. Mama zaś była sekretarką u sołtysa wioski. Tak się poznali. Była młodsza od niego o 12 lat. Mimo to stanowili dobrą parę, ojciec zawsze żartował, że „może się starzeć, ale tylko przy nim” – mówią bracia, którzy po raz kolejny odwiedzili dawną «ojcowiznę». Dom, gdzie urodził się w pewien zimowy dzień Fritz pod numerem siódmym, ten sam – nowoczesny budynek z pelargoniami na parapecie – stoi do dziś na posesji przy ulicy Piaskowej 7. Dziś należy do Jana Symczyka. Ten odkupił go od rodziny Przybylskich, którzy wprowadzili się tu w 1946 roku.

– Dziadkowie trochę tułali się po Trzebiatowie. Przez trzy miesiące mieszkali m.in. w stodole na podwórku swojego gospodarstwa, bo dom zajęli najpierw Rosjanie, potem polscy ułani. Pomieszkiwali także na hali dawnej fabryki kafli, by wreszcie dotrzeć do Szczecina i tam poprzez tzw. punkt zbiorczy wyjechać transportem do Niemiec, gdzie dołączyli do naszego taty – wspominają historię rodziny, Hans, Hermann i Gerhard Ollenburgowie. Senior – Fritz Ollenburg umiera w Boże Narodzenie 1984 roku. Grudzień dla rodziny to szczególny miesiąc. W tym samym roku bracia kupują traktor marki Deutz, ale z datą produkcji o 10 lat młodszą, od oryginału, który zakupił dziadek z ojcem przed kilkudziesięciu laty. – Jak byliśmy mali tata z mamą brali nas na kolana i pokazywali zdjęcia, jakie dziadkowie zabrali z Trzebiatowa. Dom, ludzi i to pamiętne zdjęcie z traktorem. Tata nie dożył chwili, kiedy kupiliśmy duplikat. I choć przyjeżdżaliśmy do Trzebiatowa parokrotnie, postanowiliśmy wreszcie zrobić to historyczne zdjęcie – mówi Hermann, który razem z braćmi przetransportował do miasta na lawecie zabytkowego Deutza.

Przejażdżka po ulicach

Po dawnym Treptow i jego mieszkańcach zostały dziś stare dokumenty i fotografie. Wyprawa zielonym Deutzem przez miasto to trochę jak podróż sentymentalna. – Zatrzymaliśmy się pod ratuszem, dzieci nas obsiadły, wdrapywały się na siodełko, a rodzice robili zdjęcie. Zaparkowaliśmy na moment pod ratuszem, tu gdzie przez laty ojciec przyjeżdżał zaprzęgiem na targ, by sprzedać worki z pszenicą. Poje
chaliśmy także pod pałac i na pole. Maszyna świetnie dawała sobie radę. Ale najważniejsze, że udało nam się zrobić tę fotografię, przed domem, który pamiętamy nie tylko ze zdjęcia. Dziś już nie jest w najlepszym stanie, ale kiedy w 1974 roku byliśmy tu z mamą i tatą po raz pierwszy, żyła jeszcze pierwsza, powojenna właścicielka – pani Przybylska. Tato powiedział, że bardzo by chciał, abyśmy spali w jego dawnym pokoju. Jak się wchodziło do domu to zaraz po lewej stronie. Mało dziś pamiętamy z tego czasu, ale było w tym coś magicznego, patrzeć przez okno, z którego mały Fritz spoglądał na świat, witał zimy i lata, patrzył jak krzątają się w obejściu rodzice. Tu pewnie stawiał swoje pierwsze kroki. Lubimy przyjeżdżać do Polski, odnajdywać miejsca ze starych fotografii, bo ludzi niestety już nie ma – dodaje Hermann, pokazując skromną rodzinną kronikę.

A w niej drzewo genealogiczne rodziny, która jak się okazuje jest spokrewniona ze słynnym burmistrzem Trzebiatowa, jednym z fundatorów kościoła – Valentinem Parchmannem, urodzonym w 1503 roku. – Parchmann został burmistrzem Trzebiatowa w 1536 roku. Jego syn wyjeżdża jednak z miasteczka do Lubeki, gdzie zakłada coś w rodzaju fundacji pomagającej dzieciom z niezamożnych rodzin w edukacji. Fundacja działa po dziś dzień, ze wsparcia korzystała m.in. jedna z moich córek – mówi Herman, który jest najstarszym z braci. W tym roku będzie świętował swoje 70. urodziny. Jest bardzo podobny do ojca. Żaden z synów Fritza nie utrzymał rodzinnej tradycji, by dochować się trzech męskich potomków. – Mój dziadek miał trzech synów i ojciec też. Ja mam tylko jednego syna, Gerhard pasierbicę, a Hermann dwie córki. Na szczęście dochował się już wnucząt – trzech chłopców i dziewczynkę – żartuje Hans, który jest  o rok młodszy o brata. Obydwaj pracowali na kolei. Najmłodszy Gerhard – skończył przed rokiem sześćdziesiąt lat i jest nauczycielem. Uczy ekonomii i matematyki w szkole zawodowej. Żaden z braci nie przejął po ojcu smykałki do rolnictwa. – Za to cała trójka kocha maszyny, traktory, skąd taki imperatyw, by przyjechać do Polski z traktorem i zrobić tę pamiątkową fotografię – dodaje Herman.

Puls Miasta/Gryfickie.info

Sprawdź także

Motocykliści oddali krew. Jesienna edycja Motoserca za nami

31 honorowych dawców wspomogło kolejną edycję zbiórki krwi zorganizowaną przez Trzebiatowski Gang Motocyklowy. –  Jest …

4 komentarze

  1. Opowieść bardzo sentymentalna . W jakimś sensie ich rozumiem , miejsca rodzinne traktujemy szczególnie , zwłaszcza gdy są związane z drogimi nam osobami czy miejscami z naszej młodości . Gdyby nie wojna , która z tego zdjęcia spogląda oczyma francuskiego niewolnika ,była by pełna sielanka . Na skutek wywołanej przez faszystowskie Niemcy wojny ,większość z nas ma podobną przeszłość ,nawet taką do której się nie chce powracać . Święta, oraz nasz katolicki rodowód , każe do tych ludzi podejść ze zrozumieniem , tak samo jak w przypadku p. Drożdżewskiej, opisanej w Pulsie . Rodzina, uprzedzona przez pracującego w gospodarstwie ,ukraińskiego robotnika ,uciekła w nocy z rodzinnego domu ,tak jak ci Niemcy ,często zostawiając na kuchni gotujący się obiad .Wujek, mający wówczas 15 lat , kilkadziesiąt kilometrów jechał nocą na zderzaku wagonu, wraz z kuzynem , członkiem A K , który go przez całą podróż podtrzymywał . Był rok 1944 . Myślę ,że po tym co ci Niemcy przeszli ,zechcą się zapoznać z losami mieszkańców Trzebiatowa ,wtedy im będzie lżej na duszy ,choć żal i sentyment pewnie pozostanie .

  2. Nie wszyscy, tak jak Ollenburgowie wiedli spokojne ,pozbawione polityki życie ,pomijając fakt wcielenia Fritza do wojska . Proszę wrzucić w wyszukiwarkę datę 1940r ,parada w Berlinie i wszystko będzie jasne . Była to parada po zwycięstwie nad Polską . Widać na filmie pełną euforię i jeśli nie wszystkich , to znakomitą większość ludności Berlina. Ofiar rzecz jasna nie ujrzymy .Dalszy komentarz jest zbyteczny .

  3. miłośc i wiara

    Ciągle trzeba powtarzać, ,,wybaczamy i prosimy o wybaczenie” jakież to mądre i ludzkie .

  4. A w tym domu czas się zatrzymał. te same drzwi, okna, dachówki. Tylko traktor i nny i ludzie młodsi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Ta strona wykorzystuje cookies, aby zaoferować najlepsze doświadczenia w Internecie. Poprzez kontynuowanie używania naszej strony internetowej, zgadzają się Państwo na korzystanie z plików cookie.