poniedziałek, 1 Maj 2017
Home / PASJE / Stalowy Olek rusza na Atlantyk

Stalowy Olek rusza na Atlantyk

Przez rok zbierał siły, spotykał się z ludźmi, odebrał kilka nagród i promował swoją autobiografię „Na fali i pod prąd”. W początkach maja wznawia przerwaną przed rokiem wyprawę przez Atlantyk. – I stało się! Kajak gotowy i już spakowany. Teraz czeka go długa podróż do Stanów. Ja niedługo dolatuję i płyniemy – pisze na swoim profilu FB – Aleksander Doba.

Podróżnik – marzyciel

Aleksander Doba, niestrudzony obieżyświat, wizjoner i marzyciel o inżynierskiej precyzji. Pogodny gawędziarz, dusza towarzystwa, kochający mąż, ojciec i dziadek. Jedyny kajakarz na świecie, który przemierzył Atlantyk od kontynentu do kontynentu, w dodatku będąc już po sześćdziesiątce. Mimo to z uporem mówi o sobie, że jest «tylko turystą» a nie sportowcem. Przed rokiem po zaledwie kilkudziesięciu godzinach musiał przerwać swoją kolejną wyprawę. Tym razem planował przepłynąć Atlantyk startując z New Yersay pod Nowym Jorkiem, by we wrześniu 2016 roku dotrzeć do Lizbony. Tam miał świętować swoje 70 urodziny. Niestety przygoda skończyła się przed czasem. Niedługo po starcie, Doba wpłynął w strefę tzw. fal przybojowych, które stanowią poważne zagrożenie dla żeglujących.  I choć w czasie poprzednich wypraw zdarzało mu się w sztormie walczyć z 9-metrowymi kolosami, tym razem pokonała go mierząca niewiele niż 1,5 metra fala.

To przystanek na chwilę

Jak podkreślał w rozmowie z Pulsem Miasta, którą przeprowadziliśmy podczas letniego pobytu w ośrodku „Sandra SPA”, ten przymusowy przystanek w podróży był wypadkową spiętrzenia się wielu okoliczności przed startem.  Planując pokonanie krótkiego odcinka przed ostatnim przystankiem nie uruchomił urządzenia GPS. Doba chciał opłynąć półwysep w zatoce Sandy Hoc z prawej strony i zawinąć na trzydniowy postój, w czasie którego miał dopiąć ostatnie prace przed wypłynięciem na ocean. Duży szum medialny związany z wyprawą, wiele spotkań sprawiły, że podróżnik nie zdążył domknąć wszystkiego, tak jak planował. – Przed startem spojrzałem tylko ogólnie na mapę. Przepływałem dużą zatokę i pomyliłem miejsce, do którego mam dotrzeć. Powinienem opłynąć półwysep z prawej strony, a płynąłem z lewej. To taki długi cypel na 9 km, dosyć wąski, w najszerszym miejscu miał 1,5 km, a najwęższym jakieś kilkaset metrów. Znalazłem się nie tam, gdzie powinienem być. Widziałem już światła portu, ale one były za półwyspem. I w tym momencie zaskoczyła mnie fala przybojowa – relacjonował Aleksander Doba. – Wpłynąłem więc w  strefę tworzących się fal przybojowych. Byłem ustawiony bokiem, gdy jedna z nich przewróciła kajak do góry dnem. Całe nieszczęście polegało na tym, że w tym miejscu było płytko. Woda do piersi. Anteny się złamały. Walczyłem z tymi falami przez 5 godzin przypływu. W tym czasie woda dostała się do instalacji i zniszczyła ją totalnie – wspomina Aleksander Doba.

Rusza w maju

Początkowo miał nadzieję na kontynuację wyprawy. Potem okazało się, że nie może dalej płynąć. Podróż trzeba było przerwać, a kajak przetransportować do Gdyni. Tu przez blisko rok trwała jego naprawa. W tym czasie niestrudzony „Olo”, kochany w świecie kajakarzy i podróżników
przemierzył Polskę w wielu kierunkach. Wspierał rozmaite wydarzenia społeczne i charytatywne, spotykał się ze swoimi sympatykami, kibicował uczniom ze szkoły, której jest patronem, a także promował swoją najnowszą książkę autobiograficzną „Na fali i pod prąd”. I wreszcie jak sam napisał na profilu FB nadszedł ten wyczekany dzień. – Stało się! Kajak gotowy i już spakowany. Teraz czeka go długa podróż do Stanów. Ja za parę tygodni (pod koniec kwietnia) dolatuję do niego i płyniemy! Dziękuję zespołowi Transtech z Polic, Air Tech Marine ze Szczecina i C.Hartwig Szczecin za sprawny załadunek kajaka. Dziękuję też firmie Logomotiv za jak zwykle profesjonalne oklejenie mojego „bolida” – pisał Aleksander, który jak mówił nam latem ubiegłego roku – nie zakończył wyprawy – a jedynie zawiesił ją w czasie. – Przez miesiące obserwowałem, jakie warunki panują na Atlantyku. W maju zacznę od miejsca, gdzie dopłynąłem. Będę już blisko oceanu. Start honorowy i cały ten szum medialny mam za sobą. Więc teraz będzie tylko tzw. start ostry z grupą kilku znajomych, którzy pomogą mi zwodować kajak. Nie poddaję się. Wyciągnąłem wnioski z tej lekcji. A 71 urodziny zamierzam świętować w Lizbonie – tłumaczył w rozmowie z reporterem Pulsu.

Puls Miasta/Gryfickie.info

Sprawdź także

Nadmorska Kolejka Wąskotorowa już na majówkowym szlaku! Zobacz rozkład jazdy!

Przyjeżdżając z różnych zakątków Polski na Wybrzeże Rewalskie obowiązkowo, choć raz trzeba wybrać się w podróż …

Jeden komentarz

  1. Życzę samych sukcesów i zdrówka. Trzymam kciuki za udany rejs.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Ta strona wykorzystuje cookies, aby zaoferować najlepsze doświadczenia w Internecie. Poprzez kontynuowanie używania naszej strony internetowej, zgadzają się Państwo na korzystanie z plików cookie.