środa, 23 Październik 2019
Home / PŁOTY / Nigdy się nie poddaję – rozmowa z Michałem Głowackim, który jako jeden z niewielu Polaków zmierzył się z „Maratonem Piasków”

Nigdy się nie poddaję – rozmowa z Michałem Głowackim, który jako jeden z niewielu Polaków zmierzył się z „Maratonem Piasków”

Jak pokonać morderczy dystans 250 kilometrów w jeszcze bardziej morderczej scenerii Sahary? O tym wszystkim w rozmowie z Michałem Głowackim – rodowitym Płotczaninem,  mieszkającym obecnie w Wielkiej Brytanii. Michał jest Ambasadorem Powiatu Gryfickiego, najlepszym Polakiem w historii Maratonu Piasków, trzecim zawodnikiem Manchester Marathon i drugim w Maratonie Szczecińskim. Swoją karierę rozpoczynał w klubie Mokasyn Płoty. W minioną sobotę wziął udział w Jubileuszowym Międzynarodowym Biegu „O sztachetkę”.

Puls Miasta: Czym tegoroczny „Maraton Piasków” zaskoczył? Jesteś jedynym Polakiem tak wysoko klasyfikowanym w tym morderczym biegu. W tym roku 18. miejsce, w 2015 – podczas debiutu miejsce 14.

Michał Głowacki: Sahara oczywiście sucha i gorąca. Ale to taki żarcik. A poważniej – w tym roku plan był ambitniejszy i trudniejszy, a poprzeczka, którą sam sobie ustawiłem zakładała, że wejdę do pierwszej dziesiątki. Pierwszy etap jednak mocno mnie zweryfikował, bo jednak to jest bieg etapowy, trzeba dobrze rozkładać siły, planować strategicznie. Powalczyłem mocniej w pierwszym odcinku, za dużo dałem z siebie na początku, trochę podforsowałem organizm. Popełniłem także mały błąd żywieniowy, chcąc odciążyć plecak, tak, żeby za dużo nie dźwigać zabrałem mniej odżywek, mniej kalorycznych pokarmów. Po tych doświadczeniach wychodzi na to, że lepiej wziąć więcej jedzenia, nieść ten plecak, ale dobrze zaopatrzyć organizm tak, by sprostał wyzwaniom na każdym etapie biegu i mógł dobrze się regenerować.

PM: Czy tegoroczna trasa była podobna do tej, którą pokonałeś przed rokiem?

Trasa faktycznie bardzo zbliżona, choć bardziej urozmaicona. Powtórzyło się parę wzniesień z poprzedniego biegu, ale w tym roku pierwszy etap puszczono przez pustynię, gdzie było bardzo dużo piachu, a mniej kamieni i twardego podłoża. Były ostre podejścia na wydmy.

PM: Przed pierwszym startem trenowałeś jak do zwykłego maratonu. Tym razem nacisk był położony na mocny trening siłowy. Poskutkowało?

MG: Starałem się przygotować dobrze pod każdym względem. Oczywiście nie zawsze wszystko uda się na 100%. Faktycznie postawiłem bardziej na trening siłowy, by wzmocnić się ogólnie, trenowałem także w specjalnych komorach, gdzie panowała wysoka temperatura i warunki zbliżone do panujących w Maroku. Poza tym miałem lepszy sprzęt, plecak, lżejsze, oddychające tkaniny, śpiwór uszyty na miarę przez firmę, która mnie w to wszystko wyposażyła. Mimo tych przygotowań rzeczywistość zweryfikowała cały plan i były te cztery oczka mniej. Nie powiem, że mniej się zmęczyłem, niż przed rokiem, a jednak wynik był ciut słabszy. Ten bieg jest niesamowity, rządzi się swoimi prawami. Bywa, że ci, którym wręcza się medale, polegają na trzecim czy czwartym etapie, dobiegając na piętnastym miejscu. Mimo wielu przygotowań nie da się wszystkiego wykalkulować, tu podbieg tam zbieg, różne warunki atmosferyczne, nagle burza piaskowa, widoczność na trzy metry.  Trzeba jednak zachować spokój, złapać dystans.

PM: Czy pojawiły się kryzysy? Chciałeś zrezygnować?

MG: Miałem jeden kryzys na drugim 100 – kilometrowym odcinku, tam najwięcej straciłem czasu, ten bieg trzeba jednak przebiec równo, na każdym etapie podobnie, mieścić się w danych przedziałach czasowych. Tymczasem ja biegłem na wszystkich bardzo równo, jeden niestety zawaliłem, na ostatnim odcinku – maratońskim poszło mi bardzo dobrze. Byłem dziewiąty. Ten drugi etap dał mi się mocno we znaki. Chciałem bardzo przeć do przodu, a organizm niestety na to nie pozwalał. Zastanawiałem się nawet czy jest sens dalszego uczestnictwa. Kiedy jednak dobiegłem, przespałem się z myślami, obudziłem się następnego poranka i wiedziałem, że trzeba się nastawić bojowo. Nie można odpuszczać, bo dużo czasu poświęciłem na przygotowania.

PM: Byłeś honorowym gościem jubileuszowego Międzynarodowego Biegu „O sztachetkę”, który to start w rodzinnym Płotach?

MG: Szczerze mówiąc dużo tych startów nie było. Jeśli dobrze policzę to moja czwarta edycja.  Kiedy byłem w formie zawodowej, często zdarzało się, że miałem starty na Mistrzostwach Polski. Poza tym od 12 lat mieszkam poza Polską, więc to także było dodatkowym utrudnieniem, ciężko było zjechać specjalnie na bieg.

PM: Co byś powiedział tym wszystkim, którzy zaczęli biegać? Polska oszalała na punkcie biegania, docieramy wreszcie do europejskiej czołówki.

MG: To najprostsza forma aktywności sportowej. Nie wymaga wielu nakładów, poza dobrymi butami i jakimś sportowym strojem. To świetna przygoda. Biegać można wszędzie, mamy wyjątkowe parki, lasy, wiele ciekawych miejsc. To fajne, że coraz częściej uciekamy z kanapy, spędzając czas wspólnie z rodziną na świeżym powietrzu. Początki oczywiście bywają trudne, pierwszy, drugi, trzeci trening. Sam szkolę sporą grupę amatorów i zawsze podkreślam, że nic na siłę, trzeba dać sobie czas. Zacząć od marszu, pięć minut podbieg, potem znów szybki marsz. I po kilkunastu tygodniach, czasem kilku miesiącach przechodzi się w bieg, a potem nie można już przestać. Tę popularność biegania widać wyraźnie nawet na przykładzie Biegu „O sztachetkę”. Na pierwszych edycjach z trudem udawało się zebrać setkę biegaczy. Dziś biegło 300 i gdyby nie ograniczenia trasy, pewnie byłoby ich znacznie więcej.

Plany startowe na ostatnie miesiące tego roku?

Start w Płotach był pierwszym po dłuższej, wakacyjnej przerwie. Musiałem trochę odpocząć i poświęcić czas rodzinie. Dały znać o sobie problemy z mięśniami i stopami, po starcie w Maroku zeszły mi wszystkie paznokcie. Teraz wróciłem do treningów, buduję formę i najbliższy start kontrolny to półmaraton w Londynie, potem jeszcze jakiś bieg na 10 km i przygotowania do maratonu w Tokio.

PM: Zatem powodzenia w startach i do zobaczenia na trasach biegowych.

MG: Dziękuję do zobaczenia.

1

 

 

Sprawdź także

Prawo i Sprawiedliwość zwycięskie w Powiecie Gryfickim

Prawo i Sprawiedliwość zwyciężyło w Powiecie Gryfickim. Na partię rządzącą swój głos oddało 37,61% naszego …

Ta strona wykorzystuje cookies, aby zaoferować najlepsze doświadczenia w Internecie. Poprzez kontynuowanie używania naszej strony internetowej, zgadzają się Państwo na korzystanie z plików cookie.